Szymon Kuliński: Na treningi przychodziłem z kulami. W szpitalu miałem hantle pod łóżkiem (I część)

Podoba Ci się ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

Najpierw była koszykówka. Później sporty walki, a następnie – po namowie Andrzeja Hurysza – kulturystyka. Taką drogę, w ogromnym uproszczeniu, przebył już Szymon Kuliński. Nasz człowiek, który dziś przygotowuje się do najważniejszych zawodów w swoim życiu – Arnold Classic w Santa Susanna (Hiszpania).

We wtorkowy wieczór Szymon Kuliński był naszym gościem w pitgang.pl #SGLive. Interesujących wątków nie zabrakło. To pierwszy taki gość, który na premierowe pytanie odpowiadał około 15 minut! Było jednak widać, że robi to z ogromną pasją, a wszystko dlatego, że sport tkwi głęboko w jego sercu. Jest po prostu sposobem na życie. Dlatego też jego wypowiedzi słuchało się z ogromnym zaciekawieniem.

Dziś Kuliński jest kulturystą o solidnej pozycji. A wszystko zaczęło się od tego, że do uprawiania tej dyscypliny zachęcił go Andrzej Hurysz. Na początku był takim motorem napędowym Szymona, a później panowie zaczęli się napędzać nawzajem…

Razem, wspólnymi siłami przygotowywaliśmy się do debiutów kulturystycznych. Było to trzy lata temu. Jak się okazało, silna wolna i determinacja zrobiły swoje. Obydwoje osiągnęliśmy wielkie sukcesy już na pierwszych zawodach i podczas pierwszego sezonu startowego. Obydwaj ciągniemy tę historię dalej. Już mija trzeci rok wspólnych startów. Na początku udało mi się zdobyć wicemistrzostwo Polski, były plany na mistrzostwa świata juniorów. Wtedy miałem 23 lata, to był ostatni rok juniorski

przyznał Szymon Kuliński w pitgang.pl #SGLive.

Nie mogło być jednak za pięknie. W trakcie gry w koszykówkę Kulińskiemu przytrafiła się poważna kontuzja, co zweryfikowało ambitne plany…

Niestety, dwa tygodnie po mistrzostwach Polski – podczas gry w koszykówkę z moją bratanicą – dość poważnie złamałem nogę z zerwaniem więzozrostu, stawu skokowego i złamaniem kości strzałkowej. Niestety, całkowicie wykluczyło mnie to z jesiennych mistrzostw świata juniorów. Musiałem sobie to całkowicie odpuścić. Kiedy odbywały się te mistrzostwa, ja dopiero wracałem do treningów siłowych

dodał Kuliński.

Motywacja i determinacja do szybkiego powrotu była wręcz ogromna. Lekarze i pielęgniarki byli pod wrażeniem…

Na treningi przychodziłem z kulami. W szpitalu miałem hantle pod łóżkiem, żeby trenować. Trening i dbanie o swoją muskulaturę było już tak wszczepione w tok myślenia, że nie potrafiłem się już nigdzie bez tego obyć. Paula – moja kobieta – nie pozwalała mi jeść jedzenia szpitalnego. Przynosiła mi więc jedzenie przygotowane w domu – typu naleśniki z twarogiem i wszystko tak, by była zapewniona odpowiednia ilość białka i węglowodanów. Cały personel był pod wrażeniem takiej determinacji. Pielęgniarki rozdawały pacjentom gotowe obiady, a mnie pytały, który numer pojemnika z lodówki podać. Zawsze było 5-6 przygotowanych, a pani tylko podgrzewała w mikrofalówce i przynosiła. Ja nie mogłem w ogóle wstawać z łóżka po operacji

podkreślił nasz kulturysta.

Gdy wyszedł ze szpitala, absolutnie nie spuszczał z tonu.

Wyszedłem ze szpitala, pierwsze treningi były z kulami. Kiedy już to mniej więcej dochodziło do dobrego stanu, była już może nawet taka chora motywacja, że świeżo po operacji zaczynałem trenować w domu. Nie mogłem wstawać, to kładłem się na podłogę i wyciskałem hantle, rozciągałem też gumy. Fizjoterapeuta sam był pod wrażeniem mojego przypadku pod względem szybkiej regeneracji. Lekarz i pielęgniarki zawsze mówili, że powinienem odpoczywać, a nie trenować, że to przeszkadza w moim powrocie do zdrowia. Okazało się jednak, że fizjoterapeuta pierwszy raz widział, by coś tak szybko się zrastało

mówił.

W końcu przyszedł czas na kolejne zawody. Niezbyt wierzył w to, że jest w stanie na nich cokolwiek osiągnąć. Jak bardzo zaskoczyła go rzeczywistość!

Sam w to nie do końca wierzyłem, ale taka psychika, że jednak gdzieś sportowiec bierze to, co może zrobić, a jaki będzie wynik końcowy, to już los pokaże. Zaczęły się przygotowania. Odrzuciłem kule, wstrzymałem drugą operację na wyciągnięcie blach, ponieważ to już był luty-marzec, kiedy miałem taki mocny okres przygotowawczy do zawodów. Okazało się, że zostałem mistrzem Polski. Do tego wygrałem międzynarodowe zawody Diamond Cup i kartę Elite Pro. Był to bardzo, bardzo udany sezon

wspominał.

Później nadszedł czas na kolejne wyzwania i podbój Barcelony. Tam też działo się, oj działo…

Później był prawie rok przerwy między zawodami. Na następną jesień powiedziałem, że chcę jeszcze jeden szczebel wyżej i jako mistrz Polski z ubiegłego roku chciałem się przygotować na zawody Arnold Classic w Barcelonie. Były to na pewno najważniejsze zawody dla amatorów odbywające się w Europie. Poprzeczka była zawieszona wysoko. Po roku przygotowań zdobyłem złoto na Arnold Classic. To moje dotychczas największe wyróżnienie. Aktualnie znów przygotowuje się na zawody Arnold Classic, ale to już zawody pro – dla zawodowców

przyznał Kuliński.

Teraz poprzeczka jest już zawieszona naprawdę wysoko. Żarty się skończyły.

Startują tam wyłącznie zawodnicy, którzy wygrali jakieś ważne zawody. To mistrzowie świata z poprzednich lat, zwycięzcy Arnold Classic z poprzednich lat, także poprzeczka jest zawieszona na pułapie europejskim, najwyżej z najwyższych. Arnold Classic jest połączony razem z mistrzostwami świata elite pro. To będą najważniejsze zawody w sezonie. Niestety, jedyne, bo przez zaistniałą sytuację wszystkie inne zawody były odwołane. Z mojej strony są ciężkie przygotowania 

wyjawił.

Na czym polegają przygotowania Szymona? To nie tylko ostre treningi na siłowni, ale i porządna dieta.

Od czerwca ostro trzymam się moich założeń. Nie ma żadnego podjadania, żadnych słodyczy i żadnych codziennych produktów jak np. pieczywo. U mnie to niestety od czerwca nie istnieje. Liczę, że dzięki temu w grudniu na pewno przejawi się to bardzo dobrą dyspozycją i uda się osiągnąć jak najlepsze miejsce

podkreślał Szymon Kuliński.

Na zawodach Arnold Cup w Santa Susanna będzie przebywać od czwartku 10 grudnia. Najważniejsza część rywalizacji czeka kulturystów w sobotę 12 grudnia. Będziemy mocno trzymać kciuki za sukces Szymona!

ZOBACZ TAKŻE:   Dużo żużlowych znaków zapytania

To była pierwsza część podsumowania naszej rozmowy z Szymonem Kulińskim w pitgang.pl #SGLive. Kolejna ukaże się na dniach. Tymczasem już teraz możecie obejrzeć i wysłuchać retransmisji magazynu:

ZOBACZ TAKŻE:   NA ŻYWO: Marek Lisiecki w Pitbike Września Storage #SGLive

WEŹ UDZIAŁ W KONKURSIE I WYGRAJ VOUCHER DO RESTAURACJI! SZCZEGÓŁY TUTAJ >>>>


Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 736 851 097!

Koniecznie polub nas na Facebooku: