4 godziny snu i ciągły lot w walce o cele. “Teraz byłaby to zupełna głupizna” (II część)

Podoba Ci się ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

Jeszcze na moment wracamy do rozmowy z Szymonem Kulińskim w pitgang.pl #SGLive. Kulturysta opowiedział nam, jak w poprzednich latach wyglądała jego dzienna rutyna. Zajęć było co niemiara, a czasu na odpoczynek tyle, co nic.

Szymon Kuliński zajmuje się nie tylko kulturystyką. Na co dzień spełnia się też w roli trenera personalnego, a ponadto działa w roli dietetyka sportowego i klinicznego. Wydawać by się mogło, że połączenie tych funkcji to coś wręcz doskonałego. Nie zawsze jednak było tak, że wszystko znakomicie się zazębiało i pozwalało na spokojne łapanie oddechu.

W obecnej sytuacji brzmi to tak lekko, że jedno jest połączone z drugim, że daje mi to dużo możliwości przygotowania się pod zawody. Patrząc jednak na poprzednie lata, kiedy przygotowywałem się pod debiuty kulturystyczne i mistrzostwa Polski i pracowałem w stacji demontażu aut, gdzie pracowaliśmy od 6:30 do 16, 17, a czasem do 18, to nawet z takim trybem życia potrafiłem przygotować się pod te zawody

mówił Kuliński w pitgang.pl #SGLive.

Trudności nie brakowało…

Było to o wiele trudniejsze, ale był to też niższy szczebel. Wyglądało to na takiej zasadzie, że ostatnie tygodnie przed zawodami, kiedy robię po 20 jednostek treningowych w tygodniu, to mój dzień i mojej kobiety rozpoczynał się już o czwartej. Robiłem godzinę na rowerze, a ona szykowała się do pracy i mi śniadanie. Zawoziłem ją na dworzec, a później jechałem do swojej pracy. Tam miałem uszykowane swoje posiłki już dzień prędzej. Wychodziłem z pracy, była godzina 16-17, często zdarzało się nawet, że nie miałem czasu odebrać jej z dworca

dodawał.

Po pracy konieczne były kolejne szlify formy.

Później strzała prosto na siłownię. Już miałem zrobiony kurs na trenera personalnego, czyli już prowadziłem 1-2 osoby w treningach personalnych. Chciałem też dorobić na zawody, bo to były większe koszty. Później robiłem swój trening, moja kobieta przychodziła na siłownię i też ćwiczyła, a potem ja znów wykonywałem trening aerobowy. Wychodziłem z klubu o 22. Później pakowaliśmy jedzenie na następny dzień do około 23, a następnie jechaliśmy spać od jednych rodziców do drugich. To już było około 24. O czwartej znów wstawaliśmy. Tak wyglądały pierwsze i drugie zawody. Spania było 3-4 godziny. Było dużo obowiązków

zaznaczał Kuliński.

Po czasie zaczęło robić się nieco luźniej. Teraz Kuliński studiuje, a do tego przygotowania do zawodów ułatwia mu zdalne nauczanie. Można więc ocenić, że warunki ma znakomite.

Patrzę na to przez pryzmat tego, w jakim teraz jestem miejscu i do czego mnie to doprowadziło, że poszedłem na studia i zrobiłem licencjat z dietetyki klinicznej i sportowej, cały czas doszkalam się w treningach siłowych i wytrzymałościowych. Idę twardo do przodu. Obecnie jest to bardzo dobra pozycja, by przygotować się do takich ważnych zawodów. Aktualnie robię magisterkę z dietetyki sportowej. W tym momencie wszystko fajnie wygląda i współgra

ocenił nasz kulturysta.

Nie ukrywał, że wciąż wyciąga wnioski ze swoich poczynań.

Dużo się uczę przez swoje błędy i doświadczenia. Na pewno jest to u mnie nastawienie na dalszą część życia. Elementów dietetyki i sportu na pewno u mnie nie zabraknie. Będzie to na jeszcze wyższym, wyższym i wyższym poziomie

zapewniał.

Po czasie zauważa, że spanie po 4 godziny dziennie nie było niczym rozsądnym. Warunki były jednak takie, że tylko na tyle mógł sobie pozwolić. Dziś – jak ocenia – byłaby to zwykła głupizna.

Tu trzeba już trochę rozróżnić mądre podejście od możliwości. Wtedy nie miałem możliwości pospania siedmiu godzin, także robiłem to na tyle, ile mogłem. Do tego dostosowywałem swój tryb dnia i życia. Teraz, ciągnąć taki tryb życia, byłaby to zupełna gupizna. Przygotowanie się pod zawody i spanie po 4 godziny nie idzie w parze. Tak samo jak latanie cały dzień. Jednak jeśli ktoś przygotowuje się pod mistrzostwa świata zawodowców, to musi sobie zapewnić minimum sześć godzin spania

mówił Kuliński.

Obecnie ma niej stresu i mniej biegania. Do Arnold Classic w Santa Susanna (Hiszpania, 10-13 grudnia) może przygotowywać się ze spokojną głową.

Możliwości, które mam teraz, na pewno zaprocentują dobrym wynikiem na zawodach

przewiduje.

Aktualnie spostrzega też, jak wielką rolę odgrywa w życiu każdego człowieka odpowiednia regeneracja organizmu.

Teraz widzę, jaką rolę w przygotowaniu do zawodów odgrywa regeneracja organizmu. Nie mówię już tylko o kulturystyce. Zwracam sportowcom dużą uwagę na regenerację. Na to, by mieć chwilę odpoczynku i zapewnić sobie 7 godzin snu. To jest bardzo ważne, a dużo ludzi nie zwraca na to uwagi

podsumował

Czytaj również I część podsumowania rozmowy z Szymonem Kulińskim >>>>

ZOBACZ TAKŻE:   MKS PR URBIS Gniezno odpali kolejną bombę?! Ujawniamy nazwisko

Szymon Kuliński w pitgang.pl #SGLive:

ZOBACZ TAKŻE:   Hulajnogi elektryczne w Gnieźnie? Prezydent zabrał głos

Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 736 851 097!

Koniecznie polub nas na Facebooku: