Prezes Startu nazwany wariatem. Odpowiedź? “Rozumiem frustrację”

Zainteresował Cię ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

Portal po-bandzie.com.pl poświęcił felieton prezesowi Startu Gniezno Pawłowi Siwińskiemu. Zacytowano w nim wypowiedź sfrustrowanego prezesa jednego z II-ligowych klubów i stwierdzono, że w innych ośrodkach są mocno “wkurzeni” na sternika czerwono-czarnych. Co na to zainteresowany?

TO NIC NIE KOSZTUJE. Dołącz do naszego kanału nadawczego na Facebooku i bądź na bieżąco >>> TUTAJ <<<

“Wiecie na kogo najbardziej są wkurzeni prezesi drugiej ligi? Na prezesa z Gniezna. – To wariat, który proponował zawodnikom, jak na obecną sytuację, niewiarygodne pieniądze i za podpis i za punkt. Wiem, bo rozmawiałem z tymi samymi dwoma zawodnikami co on. Przebija stawki, a później siada przed kamerami i wariata udaje, a raczej czarnoksiężnika – mówi jeden z jego ligowych konkurentów” – czytamy w materiale po-bandzie.com.pl (więcej tutaj >>>).

Co na to prezes Startu Gniezno? – No cóż… Wariatem to raczej na pewno nie jestem. Rozumiem frustrację, bo ten artykuł chyba raczej był inspirowany rozmową z prezesem Knopem. Jemu się wydawało, że można za 230 tysięcy złotych za podpisy zrobić zespół, który będzie mógł o cokolwiek walczyć. Chyba realia są zupełnie inne. Nie my w jakiś sposób napędzaliśmy tę spiralę wysokich zarobków, tylko dopasowaliśmy się do warunków rynkowych – powiedział nam Paweł Siwiński.

Żadnemu klubowi nie jest w smak płacić jakieś wysokie pieniądze, ale jeśli ma się aspiracje, by awansować do pierwszej ligi, to trzeba skompletować zespół, który może walczyć o pierwszą ligę. My wyszliśmy z założenia, że lepiej jest zakontraktować siedmiu dobrych zawodników za może trochę wyższą stawkę niż koncepcja rzeszowska. Mają trzy wagony zawodników i nie wiem, która opcja była tańsza. Patrząc na nazwiska w Stali, ci zawodnicy też tani nie byli, a zważając na ich liczbę, to wydali podobne lub większe pieniądze od nas – dodał.

Zapewnił też, że kosmicznych pieniędzy Start nie oferował. – Żadna z tych stawek, które oferowaliśmy za kontrakty, nie była astronomiczna. Trudno spodziewać się, by zawodnicy z pierwszej piątki najskuteczniejszych żużlowców II ligi zgodzili się na kwotę za podpis na poziomie 70-80 tysięcy. To raczej nierealne. Kwoty na poziomie 150 tysięcy dla najlepszych zawodników są normalne i nie uważam, by to było jakieś przepłacanie. Chyba każdy prezes chciałby, żeby zawodnicy jeździli za półdarmo, ale ta cała spirala nie zaczyna się w II lidze. Ona jest na samym dnie tej drabinki, a wszystko rozpoczyna się w ekstralidze, a dalej idzie poprzez pierwszą ligę – kontynuował.

Nas nie było stać na zawodników pierwszoligowych, typu Jepsen Jensen czy Klindt. Nie rzucaliśmy się z motyką na słońce, by płacić po 250-300 tysięcy za podpis. Z drugiej strony, jestem przedsiębiorcą prywatnym i realistą, więc zdaję sobie sprawę, że za psi grosz nie da się zbudować składu, który będzie walczył o jakieś cele sportowe. Cel był natomiast taki, by walczyć o powrót do I ligi i staraliśmy się zebrać odpowiedni skład za w miarę rozsądne pieniądze – podsumował Paweł Siwiński.

Ostatnia aktualizacja artykułu: 14 grudnia 2022 o godz. 21:30:07


Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 696 188 438!

Koniecznie polub nas na Facebooku: