Błażej Skrzeszewski: Nie było sensu dawać szansy Philipowi [WYWIAD]

Zainteresował Cię ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

Za Aforti Startem Gniezno triumf z Trans MF Landshut Devils 52:38. Po tym spotkaniu rozmawialiśmy z Błażejem Skrzeszewskim, menedżerem czerwono-czarnych.

Jak pan skomentuje to, co w niedzielę zaprezentował Ernest Koza?

Przynajmniej ja cały czas w niego wierzę, podobnie zresztą jak zarząd i pozostali zawodnicy. Cały czas szuka. Mam nadzieję, że w kolejnym meczu znajdzie to, co znaleźli Zbyszek Suchecki i Antonio Lindbaeck, Tyle w temacie. Wiem, że te jego 4 punkty wyglądają blado na tle punktów pozostałych zawodników, bo dzisiaj każdy dołożył dużą cegiełkę. Nie chciałbym tutaj nikogo faworyzować, bo wszyscy pojechali tak, jak powinni jechać. Cały czas wierzymy w Ernesta, że w końcu przyjdzie przełamanie.

Lindbaeck i Suchecki jechali fajnie, ale z tego, co się dowiedziałem, to startowali nie na swoich silnikach. Widać zatem, że jest taki duch zespołowości.

No tak, tak naprawdę było nas dziewięciu. Tym dziewiątym zawodnikiem, ale nie w kevlarze, był Oskar Fajfer, który w piątek użyczył silnik Antonowi Lindbaeckowi. Trenował on na tej jednostce i to przyniosło efekty. Z klubowego sprzętu, z silników Krzysztofa Jabłońskiego, korzystał Zbyszek Suchecki. Dzięki temu to się udało. Jeżeli chodzi o ich jednostki napędowe, to też nie mogli nic znaleźć. Zobaczymy, jak będzie z Ernestem. Może będzie trzeba pójść tym samym torem i również przekazać mu klubowy silnik. Jest jeszcze kilka dni i czas pokaże, jakie decyzje zapadną.

Kibice próbują się dowiedzieć, dlaczego znów Hellstroem-Baengs nie dostał choćby jednej szansy, właśnie za Kozę. Dlaczego?

Ernest pojechał poprawnie cztery biegi. Fakt, że przyjechał cztery razy trzeci, ale to były jedynki z bonusami. Żadnego z tych biegów, w którym on jechał, nie przegraliśmy, więc też nie było sensu dawać szansy Philipowi. Te cztery punkty na tle pozostałych nie wyglądają dobrze, ale były one zdobyte w dobrym stylu, więc tak to wygląda.

A jak w ogóle Hellstroem-Baengs wygląda na treningach? Czy robi progres?

Z każdym treningiem wygląda to lepiej, ale podczas dzisiejszego meczu nie było możliwości, by pojechał, nawet w biegach nominowanych. Wiadomo, że trzeba było jak najbardziej ciągnąć do przodu ten wynik, żeby walczyć w Niemczech o bonusa. Myślę, że gdybyśmy po 13. biegu mieli 55 czy pod 60 punktów, to wtedy można by go puścić nawet dwa razy w biegach nominowanych. Do samego końca walczyliśmy. Punkty trzeba było ciułać. Myślę, że szanse na wygraną czy też punkt bonusowy w Niemczech jak najbardziej po tym meczu są.

Tak uczciwie, tak szczerze – czy spadł panu kamień z serca po tym spotkaniu?

Szczerze, to nie. Ciężko z tym wszystkim, pan mnie pewnie nie zna, ale jestem pragmatykiem. Ja się oczywiście bardzo cieszę i dziękuję drużynie, ale zawsze będę powtarzał, że ta moja rola naprawdę jest dużo, dużo mniejsza. To zawodnicy ciągną wynik, to oni zdobywają punkty. Naprawdę rola menedżera czy trenera w moim osobiście przypadku jest wyolbrzymiona. Z tyłu głowy jest to, że za tydzień mamy kolejny ciężki mecz z Wilkami Krosno, dlatego bardzo cieszę się z wyników zawodników, ale mam na uwadze kolejne spotkanie, które będzie bardzo ciężko, ale zrobimy wszystko, by je wygrać.

A jak pan sobie radzi z tymi krytycznymi, wręcz hejterskimi komentarzami?

Panie redaktorze, taki jest sport, taka jest rola trenera czy menedżera. Rozumiem kibiców. Oni płacą za bilety, oczekują widowiska, oczekują wyników. Można by rzec, że są po części sponsorem klubu. Ja to jak najbardziej rozumiem. Żyjemy w wolnym kraju, każdy ma prawo wyrażać swoje zdanie i tyle.

Mnie się wydaje, że pan jest bardzo odporny na te krytyczne komentarze. Czy pan rzeczywiście uważa, że jest takim człowiekiem, który się tym nie przejmuje i nie bierze sobie do serca?

Przede wszystkim ja naprawdę tego nie czytam. Nie śledzę Facebooka. Może nie, że nie biorę tego do siebie, tylko z racji tego, że wcześniej pracowałem w takiej, a nie innej instytucji – byłem żołnierzem zawodowym, to stres z racji pracy i wyjazdów zagranicznych sprawił, że potrafię sobie z tym radzić. Tak bym to powiedział. Jak najbardziej rozumiem rozgoryczenie i niechęć kibiców, a także ich zdanie. Trzeba się z tym liczyć. To jest taka praca. Sport tak wygląda, tak wygląda rola trenera, menedżera i zawodnicy też muszą się z tym liczyć. Tak po prostu skonstruowany jest świat, panie redaktorze.


Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 736 851 097!

Koniecznie polub nas na Facebooku: