Pazurem po torze #2. Miał być hit, a jest kit

Zainteresował Cię ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

Przed sezonem pojawiało się sporo zachwytów nad gnieźnieńskim torem. Miało być fantastycznie. Z biegiem czasu docierało do nas coraz więcej doniesień, że z tą nawierzchnią wcale nie jest tak super. Aż w końcu przyszła ligowa, bardzo brutalna weryfikacja. Start ma o czym myśleć.

O zmaganiach Startu z torem można by napisać książkę. Przed sezonem zadziało się sporo. Przede wszystkim został nowy materiał. Jeszcze niedawno tor był bardziej “pod koło”. Niestety, nawierzchnia się rwała, nie szło się z nią dogadać, więc ostatecznie owal ubito. I było, jak było. Start totalnie źle czuł się na tym owalu. Przegrywał bieg za biegiem, a wyjścia spod taśmy były fatalne.

Trzeba obiektywnie zapytać: jak dziś mają czuć się ci, którzy kibicują Startowi? Jestem pewny, że wielka część z nich nie odwróci się od klubu. To przecież dopiero jedna wpadka w sezonie 2022. Mimo to odbiorca ma prawo poczuć duży niesmak. Tym bardziej że były piękne zapowiedzi, a skończyło się, jak się skończyło.

Bezpośrednio przed sezonem robotę rzucił dotychczasowy toromistrz Łukasz Łukowski, trener Tomasz Fajfer natomiast przyjął do wiadomości, że do spraw torowych nie ma się wtrącać. Zrobił się niezły kogel-mogel, którego efekty wszyscy widzieliśmy. Bardzo byłem ciekawy, co na to menedżer Startu Błażej Skrzeszewski. Niestety, w niedzielę ponownie był nieosiągalny.

Start sezon zaczął przepięknie, po czym zaprzepaścił to wspaniałe wrażenie, które udało się wypracować w Zielonej Górze. To po prostu nie miało prawa się wydarzyć. Wielkie szczęście czerwono-czarnych w tym, że kolejny domowy mecz dopiero za miesiąc (z ekipą z Landshut). Będzie czas, by coś sensownego wykombinować i jakoś to poukładać.

Póki co na horyzoncie wyjazd do Gdańska. Tam śmiało można pokusić się o dobry wynik. Zespół bez Wiktora Kułakowa nie wygląda najlepiej, więc jest szansa nawet na zwycięstwo. Uważam, że czerwono-czarni mogą pojechać o niebo lepiej niż u siebie. Bo gorzej praktycznie się nie da.

Abstrahując, jestem bardzo ciekawy, co teraz zrobi Błażej Skrzeszewski. Czy znów postawi na Kildemanda, który de facto w niedzielę nie zaprezentował niczego szczególnego? Czy może jednak wróci Lindbaeck? Ta sytuacja to w ogóle jest potężnym wyzwaniem, bo o dobre decyzje niezwykle trudno. Swoją drogą, zastanawiam się, po co w niedzielę w parku maszyn był Philip Hellstroem-Baengs. Dlaczego młody Szwed nie dostał choćby jednej szansy?

Sporo wyzwań przed kierownictwem Startu. Trzeba jakoś sensownie poukładać kadrę, by nie było tarć, ale i sprawić, że czerwono-czarni będą mieć atut własnego toru – niezależnie, czy nawierzchnia będzie “betonowa”, czy trochę “pod koło”. To bez wątpienia dwa zadania, które do najłatwiejszych należeć nie będą. Torowo na razie możemy ocenić to tak, że miał być hit, a jest kit. Po co dosypywano ten materiał? Po co zapowiedzi?


Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 736 851 097!

Koniecznie polub nas na Facebooku: