Pokora i ciężka praca. Taki jest Oskar Hurysz [WYWIAD]

Podoba Ci się ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

Choć Oskar Hurysz dopiero rozpoczyna swoją przygodę z żużlem, to już można o nim usłyszeć sporo dobrego. Sam zawodnik nie chce być uważany za duży talent. Zamierza intensywnie pracować, by stać się jak najlepszym jeźdźcem. Jego ojciec Andrzej również podkreśla w rozmowie z naszym portalem, jak ważna jest praca i stopniowe stawianie kroków do przodu. Zachęcamy do lektury wywiadu.

Jak w ogóle przebiegał ten wtorkowy egzamin w Lesznie?

Do egzaminu na licencję podeszliśmy spokojnie. W tym roku odjechaliśmy 3-4 treningi w trudnych warunkach na naszym torze. Liczyliśmy, że leszczyński owal będzie łatwiejszy, co wynika z jego geometrii, a także że nawierzchnia będzie twarda. I tak taż było.

Próba toru nastąpiła o godz. 10, były dwa wyjazdy. O godz. 11 mieliśmy egzamin – wyjazd, cztery kółka przejechane prawidłowo, potem jazda w czterech spod taśmy. Wszystko się udało i chłopaki udali się na egzamin z teorii.

A to już pewnie taka formalność.

Myślę, że tak. Wiadomo, że jeśli ktoś czegoś nie wie, to jakaś podpowiedź zawsze się znajdzie. Najważniejsza jest część praktyczna, bo tam zawsze coś może się wydarzyć. Nawet, jak zawodnicy są dobrze przygotowani i jeździli wcześniej, to czasami może zadecydować ułamek sekundy. Zawsze coś może się wydarzyć. Nie jest tak, że jechaliśmy tam i byliśmy pewni, że to zdamy. Zawsze mała niepewność jest. Byliśmy przygotowani, a to jest najważniejsze. Reszta to już była w innych rękach.

Kibice nie bardzo wiedzą, jakim typem chłopaka czy też zawodnika jest Oskar. Jakby pan go scharakteryzował? Wyróżnia się takim spokojem, o którym pan mówi?

Wydaje mi się, że spokojny, wrażliwy, bardzo ambitny, mający dużo pokory, zdyscyplinowany do treningu i pracy, jaką musi wykonać. Jest świadomy tego sportu, chce się mu poświęcić i doskonale wie, jaką drogę obrał

Nie boicie się, że koronawirus troszeczkę pokrzyżuje plany?

My robimy swoje, zachowujemy jako zawodowcy reżim sanitarny. A co będzie, to zobaczymy. Myślę, że zawody młodzieżowe bez publiczności będą się odbywać.

Boi się pan o syna?

Oczywiście, że są obawy. Ja z żoną byliśmy ostatnimi osobami, które by pchały Oskara do żużla. Gdy zaczął treningi i widzieliśmy progres i ciężko pracę, jaką wykonywał na treningach czy w przygotowaniach do sezonu, to stwierdziliśmy, że on tego naprawdę sam chcę. Na każdych zawodach czy treningu zawsze z tylu głowy na mnie to ciąży, ale trzeba wierzyć, że jeśli jest mu dane ścigać się na żużlu, to czas pokaże, czy my – jako rodzice – podjęliśmy dobrą decyzję.

Dochodzą do pana takie głosy, że Oskara uważa się za taką perełkę – za zawodnika, który fajnie rokuje na starcie?

Na razie nie wybiegajmy do przodu. Skupiamy się wraz z trenerem na kręceniu kolejnych kółek, zbieramy z zawodów na zawody doświadczenie i staramy się robić kolejny krok. Myślę, że można urodzić się z większymi lub mniejszymi zdolnościami, ale nikt nie zostaje sportowcem tylko i wyłącznie dlatego, że urodził się wysoki, silny lub szybki. Tym, co czyni kogoś sportowcem, jest ciężka praca, praktyka i technika. A ją trzeba zdobywać latami…

CZYTAJ TAKŻE:


Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 736 851 097!

Koniecznie polub nas na Facebooku: