Koszmarny incydent na treningu. “Nie kontaktował, bo stracił przytomność…”

Podoba Ci się ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

Podczas niedzielnego programu “Trzeci wiraż” w nSport+ Mirosław Jabłoński opowiedział o jednym z upadków syna Mateusza, który zabolał go szczególnie mocno. Młody zawodnik stracił wówczas przytomność. W głowie Mirosława od razu pojawiły się czarne scenariusze.

Mateusz Jabłoński przygodę z żużlem rozpoczął już jakiś czas temu. Licencję żużlową w klasie 250cc zdał w sierpniu 2019 roku. W tym sezonie postara się natomiast o uprawnienia do jazdy na motocyklach o pojemności 500cc. Mimo upływu czasu, jego ojciec wciąż mocno przeżywa każdy start Mateusza. – Poruszyłeś temat, którego nawet nie jestem w stanie przetrawić z psychologiem – mówi Marcinowi Majewskiemu w nSport+.

Już dwa razy złamał rękę. Ja dwa razy postarzałem się o 10 lat przez te kilkadziesiąt sekund. Jeszcze dużo pracy mnie czeka, by móc spokojnie podchodzić do jego startów – zaznaczył Mirosław Jabłoński.

ZOBACZ TAKŻE:   Nikt nie zasłużył na szóstkę, ale pochwał nie brakuje! [OCENY]

Jednocześnie przypomniał bardzo traumatyczne wydarzenie z treningu. – To nie było w tym sezonie, ale rok temu. Startował przy mnie, stałem dwa metry od niego. Jeszcze nie do końca umiał iść po sprzęgle… Motocykl go przewinął. Mateusz nie puścił sprzętu, w związku z czym on go nakrył. Uderzył głową… – opisywał ojciec Mateusza.

Podbiegłem do niego, a on był wyłączony. Nie kontaktował, bo stracił przytomność na… dla mnie wieczność! W perspektywie tego, co się zdarzyło – kilku śmiertelnych wypadków na torze – ma się od razu w głowie czarne scenariusze i czarne myśli. Jeżeli jest to twoje dziecko…. Odpinałem i zapinałem kask sobie czy komuś innemu chyba miliard razy. I ja nie potrafiłem odpiąć jego kasku… – dodawał.

ZOBACZ TAKŻE:   Miejskie dotacje podzielone. 150 tys. zł dla Mieszka Gniezno!

Po kilku chwilach Mateusz odzyskał świadomość. – Dopiero mnie odsunięto, odpięto mu kask i wróciła mu świadomość. Huk tego kamienia, jaki spadł mi z serca, było chyba słychać nawet w Warszawie. To było coś strasznego. Chciało się powiedzieć: “kończysz z żużlem, masz zakaz jazdy na żużlu” – podkreślał Mirosław Jabłoński w magazynie “Trzeci wiraż”.

Dlaczego zatem Mateusz z żużlem nie skończył?

Bo potem jedziesz do szpitala, a on mi się pyta, czy z motocyklem jest wszystko okej. To jest takie coś (…). Ja pierwszą kontuzję miałem po 8 latach jazdy na żużlu. Odkręciłem się od niej po dwóch latach. Musiałem to przepracować z psychologami, bo nie wiedziałem, co to kontuzja. On już drugi raz złamał rękę. W Częstochowie, kiedy złamał rękę, powiedziałem mu, że będzie trzeba ją nastawić. On odpowiedział, że musimy zdjąć kevlar, bo w szpitalu go potną i nie będzie miał w czym jeździć… To hartuje i pokazuje charakter. Pod kątem zaciśnięcia zębów nadaje się do tego. Powrót na tor nie jest łatwy, też miał słabsze chwile, ale trzeba wiedzieć, jak sobie poradzić. Na pewno pod kątem tematu kontuzji jest bardzo, bardzo doświadczony. Nawet nie wiem, czy nie bardziej niż niektórzy ekstraligowcy, którzy jeszcze kontuzji nie mieli

mówił Mirosław Jabłoński.

Koniecznie wypełnił quiz i sprawdź wiedzę o gnieźnieńskim żużlu:

ZOBACZ TAKŻE:   #BabskimOkiem: Philip Hellstroem-Baengs doceniony! [OPINIA]

Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 736 851 097!

Koniecznie polub nas na Facebooku: