Yurii Mazur: Myślałem, że to po prostu jakiś dowcip [WYWIAD]

Zainteresował Cię ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

Yurii Mazur udzielił wywiadu dla sportzpazurem.pl. Przeczytajcie, co powiedział nam ukraiński piłkarz, którego jeszcze niedawno mogliśmy oglądać w barwach m.in. Pelikana Niechanowo.

Trwa inwazja Rosji na Ukrainę. Jak wyglądają te trudne dni w pańskim przypadku?

To bardzo ciężkie dni w moim życiu. Kiedy się obudziłem i zobaczyłem w internecie zdjęcia i wideo o wojnie, myślałem, że to po prostu jakiś dowcip. Po czasie zrozumiałem, że to naprawdę się dzieje. Wówczas cała moja rodzina znajdowała się na Ukrainie. Pierwsze, co zrobiłem, to zadzwoniłem do krewnych, żeby spytać, czy wszyscy żyją i są zdrowi. Nikt nie spodziewał się takiej sytuacji w naszych czasach. Wszystko zadziało się bardzo szybko i nieoczekiwanie. Wróg napadł rano, kiedy jeszcze wszyscy spali.

Czy dostrzega pan pomoc, jaka płynie z Polski w stronę obywateli Ukrainy? Czy potrzeba czegoś więcej, czy należałoby na coś zwrócić szczególną uwagę?

Powiem krótko. Duży ukłon i szacunek dla polskiego narodu i kraju za pomoc, którą nam dajecie! Niech wam Bóg pomaga w życiu! Rozmawiam z kolegami z Ukrainy i oni nam mówią, czego potrzebują. Wszystko dzieje się na bieżąco.

Czy pańscy bliscy są bezpieczni?

Bardzo bym chciał, żeby byli bezpieczni, ale nie mogę tego powiedzieć. Został tam mój brat i tata, a także krewni. Bardzo się o nich zawsze troszczę.

Czy zna pan kogoś, kto obecnie przebywa na obszarach atakowanych przez Rosjan?

Tak, znam bardzo dużo takich osób. Kiedy uczyłem się na uniwersytecie, to spotkałem wiele osób z tych miast. Do teraz utrzymujemy kontakt, chociaż studia skończyły się 7 lat temu. Jak daleko oni by nie żyli, wszystkich pamiętam i wspominam. Kiedyś przecież byliśmy jedną rodziną.

Czy na Ukrainie jest wiele osób chętnych do obrony kraju?

Jest ich bardzo dużo. Każdy obywatel Ukrainy broni przede wszystkim swojej rodziny, ziemi i ojczyzny, w której się urodził i w której dorastał. Za to duży ukłon dla nich. Bez nich Ukraina nie mogłaby stawiać oporu wrogowi. Każdy jest oddany swojemu krajowi i pomaga jak może.

Wiele mówi się o dezinformacji. Czy pan również jej doświadcza?

Te informacje i nagrania, które ja otrzymuję, są wiarygodne, bo przychodzą od moich znajomych, których dobrze znam. Są jednak takie przypadki, kiedy pojawia się coś od nieznajomych osób. Wówczas nawet nie zwracam na to uwagi. Jedynie staram się sprawdzać wiarygodność tych informacji. Wojna toczy się teraz nie tylko na froncie i w powietrzu, ale i w internecie. W obecnej chwili odbywa się bardzo dużo cyberataków. To po to, by rozpowszechniać lęk i panikę wśród naszych. Obywatele byli jednak przygotowani do takich wydarzeń.

Był pan na granicy. Czy osoby trafiające do Polski mają zapewnione odpowiednie wsparcie?

Tak, mają. Od razu przy granicy czekają wolontariusze. Są gotowi pomóc każdemu, kto tego chce. Wiadomo, że każdemu nie da się dogodzić, ale pomagają większości. Przebywając na granicy przez sześć dni, zdążyłem zobaczyć dużo kobiet i dzieci, które były zmęczone. Miałem takie wrażenie, że chcą się tylko gdzieś położyć i odpocząć od sytuacji, która się pojawiła. Przeważnie ci, którzy docierali do Polski, szybko mieli gdzie i czym jechać, ale oczywiście nie wszyscy. Największym kłopotem byli obywatele innych narodowości. Oni od razu nie mieli gdzie jechać, więc im szybko szukano miejsc, gdzie mogliby spać.

Na koniec chcę raz jeszcze podziękować wszystkim za wsparcie i pomoc!


Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 736 851 097!

Koniecznie polub nas na Facebooku: