Duże nerwy i masakryczny tor. Kulisy walki Aseko Orła Gniezno o złoto

Zainteresował Cię ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

W niedzielę Aseko Orzeł Gniezno wyjechał ze Świętochłowic z Drużynowym Mistrzostwem Polski. Łatwo o ten sukces nie było, tym bardziej że gospodarze mocno pokombinowali z torem. Sprawiał on gnieźnianom sporo trudności.

Arkadiusz Szymański zaliczył już sporo startów na świętochłowickim owalu. Wygrał tam nawet jeden z turniejów towarzyskich. Mimo to tym razem nie mógł znaleźć sposobu na skuteczną rywalizację, bo miejscowi przygotowali tor-pułapkę.

Myślę, że tor można by opisać jednym słowem – beznadziejny. Tak w skrócie bym go opisał. Był on równy dla wszystkich, ale było widać, że Świętochłowice radzą sobie na nim bardzo dobrze. Byli u siebie, ale ja tam jeździłem wiele razy i naprawdę ten tor mógłby być lepiej przygotowany. Pierwszy łuk – według mnie – był specjalnie zrobiony w masakryczny sposób. Już na prezentacji Mikołaj Reszelewski się przewrócił, a takie rzeczy się nie zdarzają, by już na prezentacji upadał zawodnik z takim stażem. Było bardzo ślisko – zaznaczył Szymański w Pitbike Gniezno KXD #SGLive.

Mecz uciekł nam trochę spod kontroli, ale dawaliśmy z siebie wszystko i mamy złoto, a to jest najważniejsze dodawał.

Problemy z dogadaniem się z tym trudnym torem miał też Mikołaj Menz. – Nigdy nie lubiłem jeździć na torze w Świętochłowicach, ale tego, co było na meczu finałowym, nikt z nas się nie spodziewał. Kompletnie nie wiedziałem, jak jechać na pierwszym łuku. Cały czas się gubiłem – wyznał otwarcie.

ZOBACZ TAKŻE:   Indywidualny Mistrz Polski 2020 zostaje w Orle Gniezno!

Oczywiście były dyskusje z sędzią na ten temat. – Ja byłem kierownikiem drużyny i reagowałem u sędziego. Już po pierwszych dwóch biegach wiedzieliśmy, że tor zacznie się sypać, więc poszedłem do sędziego i zareagowałem. Po czterech biegach zawsze były przerwy i ściągano tę luźną nawierzchnię, ale Świętochłowice musiały odrobić 26 punktów, więc byliśmy pewni, że czymś nas zaskoczą. Zaskoczyli torem. Ja uważam, że był on zrobiony specjalnie. Musieli odrobić straty i liczyli, że się pogubimy. Poniekąd nasi zawodnicy początkowo nie potrafili tam jechać, ale na szczęście to my wyjechaliśmy ze Świętochłowic ze złotymi medalami – zaznaczył Paweł Woźny, prezes Orła.

ZOBACZ TAKŻE:   GALERIA: Zagrali dla Olgi! Uczestnicy wydarzenia "Gwiazdy na Gwiazdkę" w naszym obiektywie

Finał dostarczył sporych emocji, ale i nerwów. – Było nerwowo. Bardzo nerwowo. Było ciepło – powiedział Arek Szymański.

Również mogę powiedzieć, że było bardzo gorąco, było bardzo nerwowo – wtórował mu Mikołaj Menz.

Oczywiście atmosfera była jak najbardziej gorąca. Związane to było z wynikiem i całą otoczką, bo przypomnijmy, że jechaliśmy na trudnym terenie. Śląsk musiał odrobić 26 punktów i starali się robić wszystko, by to się udało. Ta nerwowość na pewno się wkradła – zarówno u nas, jak i u nich. Uważam jednak, że oba mecze zostały odjechane w bardzo fajnej, sportowej atmosferze. Nie ma co grzebać w temacie – spuentował Paweł Woźny.

ZOBACZ TAKŻE:   Udany start zawodników klubu GTT Diament Budex Gniezno

POSŁUCHAJ WIĘCEJ:


Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 736 851 097!

Koniecznie polub nas na Facebooku: