Kolka dokuczała Patrykowi Boguckiemu. Podczas biegu faszerował się tabletkami

Podoba Ci się ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

Patryk Bogucki ma za sobą udany występ w mistrzostwach Polski w maratonie. Podczas zawodów w Dębnie na mecie zameldował się z czasem 2h 39min 27sek. Jak przygotowywał się do tego maratonu? Co czuł na mecie? O to zapytaliśmy podczas magazynu Pitbike Września Storage #SGLive.

W grudniu ubiegłego roku pobiegłem w mistrzostwach Polski w maratonie w Oleśnie. Trzy tygodnie odpocząłem i od początku roku – można powiedzieć od gwiazdki – przygotowywałem się do tego startu, więc około 4 miesiące – podkreślał Bogucki.

ZOBACZ TAKŻE:   MIMP. Czapla nie ukończył zawodów. Studziński bez awansu

Przygotowania do maratonu oczywiście wiążą się z pewnymi wyrzeczeniami.

Wyrzeczenia trzeba sobie na bieżąco ustalać. Wiadomo, że człowiek nie jest zawodowcem i lubi sobie czasami wypić piwko, ale przy treningu zostaje piwko zero. Mam żonę, która dobrze gotuje i staram się dobrze żywić. Na start udało mi się mieć bardzo fajną wagę – 68 kilogramów. Na biegacza to w sumie i tak dość dużo – kontynuował gnieźnieński biegacz.

Na trasie pogoda była wręcz wspaniała. Niestety, Patryk miał pewne kłopoty.

Problemy z kolką mam od zawsze i na razie nie umiem sobie z tym poradzić. W sumie zaczęły się już od piątego kilometra. Był to mój dziewiąty maraton. Nauczony poprzednimi startami, miałem ze sobą Nospy. Na trasie zjadłem ich aż osiem. Co przychodziła kolka, brałem Nospę i na chwilę przechodziła. Miałbym dziesięć Nosp, wziąłbym dziesięć! Na 35. kilometrze już mi się skończyły, więc musiałem biec trochę przykurczony z ręką na żebrach. Generalnie jednak nie było źle. Wynik cieszy, udało się zrealizować założenia – zaznaczał.

ZOBACZ TAKŻE:   Gwiazdy sportu będą tańczyć! W obsadzie m.in. Kamila Olejniczak i Paweł Kaźmierczak

A co odczuwał po wbiegnięciu na metę?

ZOBACZ TAKŻE:   Skatepark przy ul. Czeremchowej już otwarty. Zobacz, jak wygląda

Nie da się tego z niczym porównać. To jest wielka radość. Podczas biegu człowiek ma takie myśli, że już więcej tego maratonu nie pobiegnie, że nigdy więcej tego nie zrobi, ale jak tylko się przekroczy metę, to jest niebywała radość. Każdemu polecam choćby raz spróbować. Nie da się ukryć, że maraton to jest cierpienie, ale ta radość po przekroczeniu mety jest tego warta – podsumował.

Patryk Bogucki nie ukrywał, że wielkim wsparciem była dla niego rodzina, która napędza do rozwoju i osiągania celów.


Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 736 851 097!

Koniecznie polub nas na Facebooku: