W niedzielny wieczór na antenie nSport+ wyemitowany został program „Trzeci wiraż”. Mirosław Jabłoński bardzo mocno otworzył się przed Marcinem Majewskim. Mówił m.in. o swojej telewizyjnej wpadce.
TO NIC NIE KOSZTUJE. Dołącz do naszego kanału nadawczego na Facebooku i bądź na bieżąco >>> TUTAJ <<<
Marcin Majewski zadawał Mirosławowi Jabłońskiemu bardzo trudne pytania. Bez ogródek zapytał go, czy ma niewyparzony język. – Nie, ja po prostu jestem szczery. „Niewyparzony” bardziej kojarzę, że dociąć czy coś. Docinam, ale w kontekście takim, że zawsze powiem to, co myślę, by mieć czyste sumienie – komentował Jabłoński. – Staram się być sobą, by móc później spojrzeć w lustro (…). Nawet, jak jest to bolesna prawda, to wolę prosto z mostu, bo tak powinno być. Łatwiej się z tym żyje – dodawał.
Ta szczerość czasami nie wszystkim się podoba. – Przez to, co mówisz, nie żyje się łatwo. Są skarżenia o to, że szkaluję czyjeś imię czy działam przeciwko jakiemuś klubowi. Co roku jakiś klub próbuje mnie pozwać do sądu, że coś nie tak powiedziałem na antenie. Ja jednak mówię to co widzę i myślę. Na początku są różne reakcje, ale później ludzie dochodzą do wniosku, że Jabłoński coś tam miał racji – kontynuuował wychowanek Startu.
Później wyjawił, że są takie momenty, kiedy jego telefon naprawdę mocno się grzeje.
– Zwłaszcza, jak jest się nieprzychylnym wobec kogoś. Każdy chciałby, aby o jego klubie i nazwisku mówiono cukierowo i laurkowo. Gdy jest inaczej, wtedy Jabłoński jest najgorszy i powinien się zamknąć, a także wylecieć z telewizji. Taka jest rzeczywistość. Mam jednak wrażenie, że powinniśmy mówić sobie prawdę, bo to później prowadzi do czegoś lepszego. Każdy może zauważyć swoje błędy i że nie wszystko jest ładne i piękne – podkreślał w rozmowie z Marcinem Majewskim.
Po inauguracji ekstraligi 2020 wiele osób zmieszało Jabłońskiego z błotem. Zarzucano mu, że zbyt luźno podszedł do komentowania meczu, a na dodatek wciągnął w to Tomasza Dryłę. – Strasznie byłem na ciebie wkurzony po tym spotkaniu. Powiedziałem ci, że będziesz musiał odpocząć od komentowania… – mówił w nSport+ Marcin Majewski, wyznając jednocześnie, że przed wykonaniem telefonu do Mirosława musiał trochę ochłonąć.
Jabłoński przyznał się do błędu. – W żużlu tyle razy do mnie dzwoniono i mówiono: „Mirek, musisz odpocząć”…. (…). Popełniłem błąd. Doszedłem do ściany. Wiem, że już nigdy nie mogę do niej dojść. Udzieliła się bardzo luźna atmosfera. Pusty stadion… Nie wiem, jak to nazwać… Nie było presji, adrenaliny. Ciężko było złapać koncentrację. Trochę było to jednak za luźno. To był mój błąd. Nie podołałem temu. Tak to nazwijmy – komentował zawodnik Startu.
Majewski dopytywał natomiast, jak radził sobie z hejtem, jaki się na niego wylał po tej wpadce.
– Nie odczułem tego za bardzo. Nie myli się jednak ten, który nic nie robi. Nauczyło mnie to najbardziej tego, że program, który mieliśmy (R1 – dop. red.), to co innego, a jak komentujemy mecz, to ma być merytorycznie, rzeczowo i z lekką nutą humoru – zaznaczał Mirosław Jabłoński, zdradzając również, że z hejtem nauczył się walczyć już dość dawno, a pomógł mu w tym psycholog.
To jest spełnienie moich marzeń
mówił młodszy z braci Jabłońskich o pracy w telewizji.
Ostatnia aktualizacja artykułu: 28 grudnia 2020 o godz. 11:01:04
Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 696 188 438!
Koniecznie polub nas na Facebooku:




