Zapraszamy do lektury wywiadu z Kevinem Fajferem, zawodnikiem Startu Gniezno. Rozmawiał Tymoteusz Tanaś.
TO NIC NIE KOSZTUJE. Dołącz do naszego kanału nadawczego na Facebooku i bądź na bieżąco >>> TUTAJ <<<
Tymoteusz Tanaś: Minęły dwa miesiące od ostatnich zawodów z pana udziałem, natomiast zostały mniej więcej trzy miesiące do wyjazdu na tor. Czuję już pan tęsknotę za ściganiem?
Oczywiście, że czuć już głód jazdy, tym bardziej ze cały sierpień i wrzesień miałem przymusowy rozbrat z motorem. Ale jeszcze chwilkę wszyscy musimy poczekać.
Jak idą przygotowania do sezonu zarówno pod względem fizycznym, jak i sprzętowym?
Przygotowania już idą pełna para. Trenuję 3 razy w tygodniu z Przemkiem Gnatem oraz indywidualnie w domu. W sumie odkąd zacząłem jeździć, niewiele zmieniłem w swoich przygotowaniach do sezonu. A jeśli chodzi o kwestie sprzętowe, to powoli motory zaczynają wyglądać. Na sezon 2024 będę wyposażony w 3 kompletne motory.
Wróćmy na chwilę do minionego sezonu, który zakończył pan ze średnią 1,460. Jak on wyglądał w pana ocenie?
Myślę, że źle nie było, choć jest duży niedosyt, ponieważ w większości praktycznie meczów po dwóch pierwszych biegach byłem liderem drużyny. Później coś się działo i wtedy wpadały zerówki bądź tez jedynki. Dałem sobie chwile czasu na odpoczynek i niedawno spotkałem się z panem Krzysztofem Jabłońskim. Przeanalizowaliśmy sobie sezon i sprawdziliśmy sobie wszystko, co mogliśmy, żeby znaleźć przyczynę, dlaczego tak się działo, że w pierwszych dwóch biegach czułem się szybki, a w kolejnych ciągnąłem bronę za sobą. Znaleźliśmy przyczynę – będzie wyeliminowana i liczę na bardzo dobry sezon w Gnieźnie.
PSŻ w poprzednim sezonie bił się o utrzymanie. Na skutek nieszczęśliwego upadku podczas treningu w Gnieźnie, nie mógł pan pomóc drużynie w najważniejszym meczu w Landshut. Co czuje zawodnik, który nie może pomóc drużynie w najważniejszym meczu?
Tak, to ogromny ból. Złamałem stopę w dwóch miejscach, ale tak bardzo pragnąłem, żeby Poznań się utrzymał w lidze… Zadzwoniłem po dwóch dniach do prezesa, że zrobię sobie dwa dni przed meczem trening (5 dni po złamaniu). On nawet nie chciał mnie słuchać. Mówił, że zdrowie jest najważniejsze, odradzał mi. Ale musiałem się przekonać sam, że zrobiłem wszystko, co mogłem, żeby jechać do Landshut. Pierwsze dwa wyjazdy – nie było widać, żeby moja jazda się różniła, ale później noga strasznie spuchła i było coraz gorzej. Skutki tego treningu odczuwałem przez tydzień. Ogromny ból, z łóżka nie mogłem wstać, bo naruszyłem coś tam. Ale przynajmniej wiem, że zrobiłem wszystko, by wrócić na najważniejszy mecz.
11 czerwca 2023 roku, podczas 4. biegu meczu PSŻ – Polonia, z udziałem pana i Daniela Jeleniewskiego, doszło do upadku Jeleniewskiego. W ostatnim wywiadzie (czytaj tutaj >>>) stwierdził, że zajechał mu pan drogę. Jak to wyglądało z pana perspektywy?
Wiem, że panem Danielem targają emocje, bo przez ten upadek skończył sezon. Nie będę komentował jego słów, ponieważ swoje oraz innych zdrowie szanuję bardzo. Nie jestem żużlowym łobuzem. Wiem, co to jest kontuzja – sam dwa razy usłyszałem od lekarzy, że jeśli nie poprawi się stan zdrowia, to będą zmuszeni odciąć mi rękę lub nogę. Mam nadzieję, że Daniel wrócił do zdrowia i będzie śmigał w 2024.
W Poznaniu tworzyliście gnieźnieński tercet Fajfer – Krakowiak – Hurysz. Jak wam się współpracowało?
Wszyscy bardzo dobrze się znamy i myślę, że lubimy. Na treningach często było tak, że jak się ścigaliśmy, to zawsze, jeśli ktoś z kimś wygrał, to zostawiał ustawiania, a drugi zmieniał, żeby zobaczyć, czy w dobra stronę idziemy. Myślę, że naprawdę bardzo dobrze nam się współpracowało. Nie tylko na torze, ale poza nim również.
Na przyszły sezon schodzi pan na ligowy poziom niżej oraz wraca pan do macierzystej drużyny Start Gniezno. Skąd taka decyzja?
Szczerze, to w tym roku więcej trenowałem w Gnieźnie niż w Poznaniu, bo tam wiecznie jakieś problemy były z treningami. Jakoś od połowy sezonu prezes z Gniezna co trening przychodził do mnie z zaczepką, że nie mogę mu odmówić w tym roku. Powiedziałem, że po sezonie pogadamy. Rozmowa była jedna konkretna i tyle w temacie. Zawsze chciałem jeździć w domu, ale na zdrowych zasadach, a nie jako zapchaj dziura w razie kontuzji. Teraz wracam jako zupełnie inny zawodnik niż w 2021.
Czy były jakieś inne oferty, oprócz tej gnieźnieńskiej?
Szczerze, to byłem o krok od pozostania w Poznaniu, ale jednak postanowiłem wrócić do domu.
Pomimo że w tym roku nie reprezentował pan barw Startu, to jednak mogliśmy pana dostrzec w parkingu przy drużynie gospodarzy. Pomagał pan komuś?
Tak jakoś od połowy sezonu pomagałem na treningach czy też meczach. Przeważnie pomagałem juniorom dopasować sprzęt. Tu jest zupełnie inny klimat. W Gnieźnie cały czas coś się dzieje na stadionie. Ja zawsze chciałem jak najlepiej dla klubu, dlatego też w sezonie powiedziałem w klubie, że mogę pożyczyć swoje silniki, jak doznałem kontuzji. Użyczyłam też na treningu swoje kompletne motocykle Joshowi Pickeringowi przed meczem finałowym, ale niestety nie chciał ich na mecz i szkoda.
Jakie cele stawia sobie pan na sezon 2024 zarówno z drużyną, jak i indywidualnie?
Gniezno zasługuje na co najmniej pierwszą ligę, więc tego sobie bym życzył na sezon 2024, jeśli chodzi o drużynowy cel. A indywidualnie, to chcę być liderem Startu oraz chciałbym nareszcie zrobić krok w przód w indywidualnych mistrzostwach Polski. Ambicje są duże, na pewno chciałbym się dostać do finału.
Żużel w Pana rodzinie jest tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Największe legendy Startu – pana tata Adam i wujek Tomasz, aktualnie trener, kuzyn Oskar, zawodnik Stali Gorzów, a poza tym swoich sił próbowali Patryk; Przemysław oraz Maciej Fajferowie, zaś Oliwier jest pańskim mechanikiem, a Błażej – Mikołaja Czapli. Jak to jest być częścią takiej żużlowej Dynastii?
Żużel mamy w krwi. Każdy facet z naszej rodziny przewinął się przez żużel lub w nim jest. Super mieć taką rodzinę. Pomagamy sobie, jak tylko możemy.
Tak z przymrużeniem oka… Chodzą głosy, że Adam Fajfer, gdyby odnowił licencję, spokojnie poradziłby sobie w lidze, zgodzi się pan z tą opinią?
Jeśli chodzi o tatę, to kurczę no myślę, że za szybko skończył karierę. Kontuzja barku go wyeliminowała. Po sezonie 2022 zrobiłem zakończenie sezonu i w ramach podziękowania dla sponsorów zorganizowałem jazdy na moich motorach na torze w Poznaniu. Tata wsiadł na motor i od razu z pełnym gazem jechał na torze. Było widać, że nie zapomniał, jak się to robi.
Dziękuje bardzo za rozmowę. Pozdrawiam wszystkich kibiców! Jeszcze chwilę musimy poczekać na emocje stadionowe.
Ostatnia aktualizacja artykułu: 17 grudnia 2023 o godz. 07:13:43
Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 696 188 438!
Koniecznie polub nas na Facebooku:




