Paweł Kaźmierczak stanął przed kamerą klubu z Białegostoku i nie gryzł się w język. Kapitan KS Gniezno dał do zrozumienia, że niektórzy zawodnicy muszą się otrząsnąć. Absolutnie nie krył rozgoryczenia tym, że jego zespół pojechał do stolicy Podlasia w mocno osłabionym zestawieniu.
TO NIC NIE KOSZTUJE. Dołącz do naszego kanału nadawczego na Facebooku i bądź na bieżąco >>> TUTAJ <<<
– Na wstępie chciałbym pogratulować gospodarzom. Mają młodą i bardzo dynamiczną drużynę. Fajnie zazębiają im się akcje. Początek sezonu w ich wykonaniu może nie był wyśmienity, ale pokazali, że potrafią grać w piłkę. My mamy za sobą daleką podróż. Jeżeli u nas podejście niektórych zawodników się nie zmieni, to tak te mecze będą wyglądać – będziemy przegrywać, bo nie będziemy mieć sił. Mamy 16 osób wpisanych, a przyjeżdżamy na mecz w siedmiu – mówił Paweł Kaźmierczak.
To było widać w drugiej połowie, że opadliśmy z sił. Gospodarze złapali wiatr w żagle i wykorzystali swoje sytuacje. Nic, tylko im pogratulować
dodawał.
Kapitan nie wyklucza konieczności trzęsienia ziemi w szatni.
– Dużo by tutaj mówić. Prawdopodobnie będzie małe trzęsienie ziemi w szatni. Musimy się szanować na boisku i poza nim. Jeżeli nie będziemy kolektywem za każdym razem – czy to na boisku, czy poza, to nic z tego nie będzie i będziemy przegrywać takie mecze po 6-godzinnej podróży – kontynuował.
Był również pytany o to, dlaczego w Białymstoku zabrakło Wojciecha Węgrzyna, najlepszego strzelca KS-u.
– Akurat Wojtek łączy trawę z halą i priorytetem dla niego jest boisko. Do niego nie można mieć pretensji. Jest jedna kilka osób… bez komentarza. Tak powiem – podsumował.
Ostatnia aktualizacja artykułu: 16 października 2023 o godz. 08:46:00
Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 696 188 438!
Koniecznie polub nas na Facebooku:




