Peter Kildemand publicznie wyraził swoje niezadowolenie z uwagi na to, że nie znalazł się w składzie Aforti Startu Gniezno na mecz w Zielonej Górze. Jego rozczarowanie jak najbardziej można zrozumieć.
TO NIC NIE KOSZTUJE. Dołącz do naszego kanału nadawczego na Facebooku i bądź na bieżąco >>> TUTAJ <<<
Oczywiście wiadomo, że każdy chce jeździć, ale trzeba mieć też na uwadze przedsezonowe słowa dyrektora GTM Startu. Gdy czerwono-czarni kontraktowali Lindbaecka, Radosław Majewski zaznaczał, że jest on rozpatrywany jako zawodnik rezerwowy.
– Przedsezonowe treningi i mecze kontrolne wszystko zweryfikują i pozwolą nam ocenić, w którym miejscu jest Antonio. Jeśli będzie na tyle skuteczny, żeby przebić się do składu, wszystko jest możliwe. Na dziś takich gwarancji nie ma i rozpatrujemy go jako zawodnika rezerwowego, a doświadczenie z ubiegłego sezonu pokazuje, że i taki zawodnik musi być w kadrze. Zakontraktowany w połowie roku Peter Ljung wiązał się z obciążeniem klubowego budżetu, a nie przełożyło się to na wyniki na torze. W przypadku Lindbaecka nic nie ryzykujemy – podkreślał, cytowany przez startgniezno.com.
Wystarczyło paręnaście kółek przy W25 i trzy biegi w sparingu, by Lindbaeck przekonał do siebie menedżera Startu i z roli rezerwowego stał się pełnoprawnym zawodnikiem. Nic nie zmieniło to, że jeszcze niedawno był zawieszony za kolejny wybryk (de facto oficjalnie nawet go nie odwieszono, po prostu przyjechał do Polski i zaczął jeździć).
W przypadku Kildemanda nie wystarczył nawet nowy rekord gnieźnieńskiego toru. Być może brano pod uwagę również jego ostatnie perturbacje zdrowotne. Znaczenie mogło mieć oczywiście też to, że Lindbaeck kiedyś jeździł w Falubazie Zielona Góra.
Ostatnia aktualizacja artykułu: 9 kwietnia 2022 o godz. 11:36:21
Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 696 188 438!
Koniecznie polub nas na Facebooku:




