Dwa miesiące od koszmarnego dnia. Te słowa wyciskają łzy z oczu

Zainteresował Cię ten materiał? Udostępnij go na Facebooku!

22 października 2021 roku, a więc dokładnie dwa miesiące temu, na gali PunchDown 5 we Wrocławiu wydarzył się prawdziwy dramat. Po liściu od „Zalesia” na parkiet padł gnieźnianin Artur Walczak. Co było później, wszyscy doskonale wiemy. Niestety…

TO NIC NIE KOSZTUJE. Dołącz do naszego kanału nadawczego na Facebooku i bądź na bieżąco >>> TUTAJ <<<

Zawody PunchDown wywołują mnóstwo kontrowersji. Niektórzy uważają, że ze sportem nie ma to nic wspólnego. Zasady budzą wątpliwości. Mimo wszystko jednak chyba nikt nie przypuszczał, że dla popularnego „Walusia” udział w tej gali może zakończyć się tragicznie.

Na zawody jechał bardzo zmotywowany. Chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Pewnie miał w głowie to, że podczas debiutu został oszukany. Rosjanin próbował unikać „liści”, umiejętnie się zastawiał, co jest przecież niedozwolone.

Przed zmaganiami na PunchDown 5 w dniu 22 października przedstawiciele tej organizacji opublikowali zajawkę, której bohaterem był Artur Walczak. Czuć było wielką determinację.

„Waluś” opowiadał też, że jego rodzinie nie podobało się, iż postanowił wystartować w takich zawodów. „Cała rodzina prawie wyklęła mnie” – mówił w materiale.

Miałem takie suszenie głowy, że aż głowa boli, ale tak samo miałem z MMA. Ale w tej chwili powiem prawdę. Moja kochana rodzinko, będę startował w PunchDown 5. Chyba nie dotarło do mojej siostry, ale podejrzewam, że jak zobaczy ten film, będę musiał wyłączyć telefon – dodawał Walczak.

Po czasie te słowa wręcz wyciskają łzy z oczu. Wciąż trudno uwierzyć w to, że już nigdy nie zobaczymy „Walusia”. Ani na PunchDown, ani w żadnych innych okolicznościach…

Ostatnia aktualizacja artykułu: 22 grudnia 2021 o godz. 07:45:47


Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 696 188 438!

Koniecznie polub nas na Facebooku: