W 2007 roku Kjastas Puodżuks opuścił Lokomotiv Daugavpils, by jeździć w Starcie Gniezno. Jak się okazuje, bardzo źle wspomina ten ruch. Żałuje, że wtedy nie przyjął ekstraligowej oferty.
TO NIC NIE KOSZTUJE. Dołącz do naszego kanału nadawczego na Facebooku i bądź na bieżąco >>> TUTAJ <<<
O nieudanej przygodzie w Starcie Gniezno Puodżuks opowiada w rozmowie z lokomotive.lv. Nie ukrywa, że żałuje podpisania umowy z ekipą z pierwszej stolicy Polski.
Wtedy obcokrajowiec mógł startować w polskich ligach z numerem juniorskim. Byłem wówczas w dobrej firmie i miałem wiele propozycji, by kontynuować karierę w ekstralidze. Najbardziej kusząca była oferta z Częstochowy, gdzie mogłem znaleźć się m.in. pod skrzydłami Grega Hancocka. Ostatecznie jednak trafiłem do Gniezna. Nie wiem, dlaczego tak się stało! Byłem wówczas całkowicie „zielony” i prawdopodobnie bałem się od razu przejść z II ligi do ekstraligi… Nie wiem – mówi po latach Puodżuks.
Wspomina, że wówczas w gnieźnieńskim klubie nie działo się dobrze.
To był bardzo zły rok dla mnie i mojego ówczesnego klubu. Mieli duże problemy finansowe, długi u wszystkich zawodników, łącznie ze mną. Byliśmy bardzo zdenerwowani postawą kibiców, którzy na nas gwizdali, a nawet rzucali w nas kamieniami po każdej porażce lub przegranym wyścigu. Na początku sezonu zapełnili stadion po brzegi, ale po przegranych było ich znacznie mniej. Młodemu zawodnikowi trudno było wytrzymać presję trybun – dodaje Kjastas Puodżuks.

Ostatnia aktualizacja artykułu: 24 kwietnia 2021 o godz. 11:02:06
Powinniśmy zainteresować się jakimś tematem? Daj znać na redakcja@sportzpazurem.pl lub telefonicznie 696 188 438!
Koniecznie polub nas na Facebooku:




